The past week has been a rollercoaster of thoughts for me—what about the future, what if it doesn't work out, what if I'm doing it wrong, what if... I could list a lot of examples that have brought me to the end point of exhaustion. And as I fell into this whirlwind of thoughts, practically pushing myself into this even deeper, I realized that I was closing myself off in my head and fear, which leads me nowhere.
Miniony tydzień był dla mnie rollercoasterem myśli – co z przyszłością, a co jeśli nie wyjdzie, a co jeśli robię źle, a co jeśli… mogłabym tu wymieniać mnóstwo przykładów, które doprowadziły mnie praktycznie na skraj wytrzymałości. I kiedy tak wpadałam w ten wir myśli, praktycznie popychając siebie samą w coraz to głębszą otchłań, zdałam sobie sprawę, że zamykam się w swojej głowie i strachu, który do niczego nie prowadzi.
Fear is an emotion that has remained in us evolutionarily because it was supposed to protect us from danger. Unfortunately, our mind often mistakenly recognizes certain situations as threats and activates the entire warning and protection mechanism, which we do not need at that moment. I have heard many times that our mind needs certainty and loves control, so when there is no certainty and everything is out of control, the mind goes crazy.
Strach jest emocją, która pozostała w nas ewolucyjnie, bo miała nas chronić przed zagrożeniem. Niestety nasz umysł często mylnie rozpoznaje niektóre sytuacje jako zagrożenie i włącza całą machinę ostrzegania i ochrony, której wcale w danym momencie nie potrzebujemy. Nie raz słyszałam, że nasz umysł potrzebuje pewności i uwielbia kontrolę, więc gdy tej pewności nie ma i wszystko wymyka się spod kontroli, umysł szaleje.
In the whrilwind of all these thoughts, I suddenly realized that life happens outside, not inside my head. That my thoughts do not reflect reality at all, but are merely creations of my mind. I may have different thoughts, but I am not them. I once heard in a podcast that our thoughts can often be the worst poison, taking all the joy out of life. And after this week of spinning around in my mind, I'm starting to see that even more.
W całym tym wirze myśli nagle sobie uświadomiłam, że przecież życie dzieje się na zewnątrz, a nie wewnątrz mojej głowy. Że moje myśli wcale nie odzwierciedlają tego, jak wygląda rzeczywistość, a jedynie są tworami mojego umysłu. Ja mogę mieć różne myśli, ale ja sama nimi nie jestem. Kiedyś w jakimś podcaście usłyszałam, że nasze myśli potrafią być często najgorszą trucizną zabierającą całą radość z życia. I po tym tygodniu wirowania w umyśle zaczynam widzieć to jeszcze bardziej.
With today's post, I want to make us all aware that our thoughts are just thoughts, that they are and will continue to come, but they will also go away and pass. Just like in this excerpt from polish poet Wisława Szymborska's poem "Nothing Twice," which my mother suggested to me:
Why do we treat the fleeting day
with so much needless fear and sorrow?
It’s in its nature not to stay:
Today is always gone tomorrow
From Poems New and Collected: 1957–1997 by Wisława Szymborska
Let's live outside our mind, whatever will be will be, let's believe that everything will be fine!
Dzisiejszym postem chcę nas wszystkich uświadomić, że nasze myśli to tylko myśli, że one są i będą przychodzić, ale będą też odchodzić i przemijać. Tak jak we fragmencie wiersza „Nic dwa razy” Wisławy Szymborskiej, który podsunęła mi mama:
Czemu ty się zła godzino
z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
Jesteś — a więc musisz minąć.
Mijasz— a więc to jest piękne.
Wiersz pochodzi z tomiku Wołanie do Yeti (1957)
Żyjmy na zewnątrz naszej głowy, co ma być to będzie, wierzmy, że będzie dobrze!
with love
Basia
Post a Comment