project

Saturday, January 8, 2022

Hi 2022!


It’s been a couple of days since we jumped into 2022 but I still can’t believe it’s 2022. I’m still getting used to it and I think I’m not the only one here. Even though 2021 is over I still want to get back to what happened and sum up last year.

Mija już kolejny dzień stycznia, a ja nadal nie mogę uwierzyć w to, że jesteśmy w 2022 roku. Jeszcze się przyzwyczajam i domyślam się, że nie jestem jedyna. Mimo że 2021 rok już dawno (albo wcale nie tak dawno?) się skończył, pozwolę sobie na małe podsumowanie.

Goodbye 2021.

2021 was… interesting, as I already mentioned in one story on Instagram. And I mean it in all possible ways you can think of. It was a hard year, exciting, stressful and amazing at the same time. During the last 365 days lots of things happened, sometimes totally opposite and once I cried, once I laughed so I can’t believe all those things happened the same year. Long story short, I moved out twice, I changed my job, I went through a difficult family situation, I started my last semester at the uni, I travelled a lot, even more than during last few years and I’ve become a regular at the airports which is quite incredible if we look at the whole situation we live in right now (pandemic, for future generations). I’ve learned a lot, especially about my own values. I’m still working on putting borders and letting go but I can say that I’ve made progress.

If you asked me, what was the biggest challenge for me in 2021, I would say moving out twice a year. First one was fast, I didn’t even realize how it happened. Well, even though this wasn’t a very pleasant experience, I can’t say that I don’t appreciate it at all. Living on the 10th floor was amazing, especially with beautiful sunsets and playing with the sunlight at golden hour. The second one was a big challenge during which I had to face a funny-not-funny situation with locking my keys in the flat and waiting for my cousin to come and open the door with second keys… Well, at least I have some stories to tell.

And the most wonderful thing of 2021? Definitely my love story. Since September I've been in a long distance relationship which is not that easy but it teaches me how to be spontaneous and buy tickets as if I was in a bakery story buying bread. So casual, really. When I write it, I’m smiling to myself thinking about Basia from January 2021 who expected nothing like this. Let me tell you one thing, based on the lyrics of my fave song, love always comes as a surprise, you don’t need to close your eyes.





Goodbye 2021.

2021 rok był… ciekawy. I to w każdym tego słowa znaczeniu. Był ciężki, ekscytujący, stresujący i wyjątkowy równocześnie. W ciągu tych 365 dni wydarzyło się tak dużo zupełnie różnych sytuacji – kiedy płakałam albo kiedy skakałam z radości – że trochę nie mogę uwierzyć w to, że to był jeden i ciągle ten sam rok. W dużym skrócie: przeprowadziłam się dwa razy, zmieniłam pracę, przeszłam przez trudną sytuację rodzinną, zaczęłam ostatni semestr moich studiów, podróżowałam więcej niż przez ostatnie kilka lat i jestem już prawie stałym bywalcem lotnisk w kilku miastach, co w obecnej sytuacji (pandemia, info dla przyszłych pokoleń) nie jest takie proste. Dużo się nauczyłam, przede wszystkim o swojej wartości. Nadal się uczę wyznaczać granice i odpuszczać, ale mogę śmiało powiedzieć, że jest znacznie lepiej niż było.

Jeśli miałabym powiedzieć, co było największym wyzwaniem 2021 roku, to chyba te dwie przeprowadzki. Pierwsza była tak szybka, że nawet się nie zorientowałam, kiedy to się stało. To było trudne doświadczenie, ale nie mogę powiedzieć, że go nie doceniam – mieszkanie na dziesiątym piętrze miało wiele uroków, chociażby piękne zachody słońca, które podziwiałam każdego wieczoru. Druga przeprowadzka też była nie lada wyzwaniem i wiązała się z pewną przygodą, zatrzaśnięciem kluczy w mieszkaniu i czekaniem na mojego kuzyna, aż mi je otworzy zapasowymi kluczami… no cóż, przynajmniej mam co opowiadać.

A najwspanialsza rzecz z tamtego roku? Od września jestem w związku z wyjątkową osobą. Okej, jest to związek na odległość, co nie należy do łatwych rzeczy, ale uczy mnie spontaniczności i kupowania biletów lotniczych jak bułek w sklepie, na już. Kiedy to piszę, uśmiecham się do samej siebie, bo doskonale pamiętam Basię z początku 2021, która niczego takiego się nie spodziewała. Powiem Wam jedno, cytując jedną z moich ulubionych piosenek, love always comes as a surprise, you don’t need to close your eyes.







Hello 2022!

The New Year I started in France, thinking that it was a good sign. I have some projects and plans for this year, but they are not like new rules or new habits I want to introduce to my everyday life, it’s more like the vision that I want to work on this year. Beside that I chose two words that are my inspiration for 2022 – me and calmness. As 2021 was full of stress, I decided that 2022 would be calm, no matter what. And when it comes to the word me I mean I want to focus on (guess what!) myself. Last year I had the chance to have a face massage and it was more than amazing – it made me calm, relaxed and less tense. So I decided that 2022 would be a year of relaxation and calmness – massages, beauty stuff, holistic way of taking care of myself, my body and my health, and giving myself time to relax.

Also a big update is coming! I don’t want to say more because I don’t even know how it’s gonna be but this year will be full of big changes. I’m quite excited and I have a plan I want to follow but how is it gonna be at the end? No idea. And even though I hate having no answers because I want to know now, I try to concentrate on one thing at once. It’s just the beginning but I already feel it’s gonna be a good year. And I repeat this as a mantra every day.

And you? How do you feel this year? Do you have any plans, projects or visions? Let me know! I would love to read your comments. And for now, good luck with everything you’ve started, fingers crossed!




Hello 2022!

2022 rok zaczęłam we Francji i uznałam, że to dobrze wróży, a przynajmniej tak staram się myśleć. Mam parę projektów i postanowień, ale tym razem nie są to nowe zasady czy nawyki. Nazwałabym to wizją, którą chciałabym realizować w tym roku. Poza tym wybrałam dwa słowa, które stanowią moje intencje na 2022 – ja i spokój. Jako że 2021 obfitował w stres, postanowiłam sobie, że 2022 będzie spokojny, choćby nie wiem co się działo. Z kolei słowo ja dotyczy (surprise surprise!) mnie samej i chodzi mi przede wszystkim o to, by zadbać o siebie. W zeszłym roku miałam okazję pójść na masaż twarzy i nagle zdałam sobie sprawę z tego, jaką ulgę mi przyniósł. Postanowiłam, że rok 2022 będzie rokiem relaksu, przez który rozumiem masaże, drobne zabiegi, zadbanie o swoje zdrowie w holistyczny sposób i przede wszystkim pozwolenie sobie na odpoczynek.

Szykuje się też duży update, o którym nie będę na razie za wiele mówić, bo sama nie wiem, jak to się ułoży – ale czeka mnie rok wielkich projektów i wielkich zmian. Jestem podekscytowana i mam scenariusz, według którego chcę działać, ale jak to ostatecznie wyjdzie? Nie wiem. I mimo że ta niewiedza trochę mnie irytuje, bo chcę wiedzieć już teraz, natychmiast, to staram się zająć jedną rzeczą na raz, bez wybiegania daleko w przyszłość. To dopiero początek, a ja już czuję, że ten rok zaczął się na dobre. Jestem ciekawa, co przyniesie. I powtarzam sobie, że to będzie udany rok.

A jak wygląda Wasze podsumowanie roku? Jakie macie plany, projekty, intencje na nowy rok? Jestem bardzo ciekawa, więc jeśli tylko macie ochotę, to podzielcie się w komentarzu! Z radością poczytam. I trzymam kciuki za wszystkie pomysły, powodzenia!

with love
Basia

Hi 2022!

Saturday, January 8, 2022

Saturday, October 30, 2021

How it all started? *throwback to the beginning*



While I was thinking about today’s blog post, I had a lot of ideas in my head – something more serious than the last update or continuation with light and easy topics? Or maybe recipes for autumn, challenges for November? And then this thought came to my mind – about three years ago I had exactly the same idea. I mean I came up with a challenge to pass the whole November in a positive way and I invited my best friend J. to take up this challenge with me. Why in a positive way? Because November is the saddest month for me, very grey and rainy. So at that moment I decided to change my way of thinking about November and find some reasons to smile during this month. Then the small challenge became a public group on Facebook that was called November, Novembetter, Novembest, and this is how it all started. I mean my blog.

Kiedy zaczęłam się zastanawiać nad nowym postem, przychodziły mi do głowy różne myśli – czy poruszyć jakiś poważniejszy temat, czy raczej lżejszy? Czy może podać jakieś przepisy albo zaproponować wyzwanie na listopad? I wtedy przypomniało mi się, że dokładnie trzy lata temu (nadal nie mogę uwierzyć, że to aż trzy lata!) zaproponowałam mojej przyjaciółce J., żebyśmy pozytywnie przeżyły listopad. Dlaczego pozytywnie? Bo listopad zawsze kojarzył mi się z melancholią, deszczem i przemokniętymi butami. Dlatego stwierdziłam, że chciałabym zmienić swoje podejście do listopada i znaleźć w nim powody do uśmiechu. Pomysł przerodził się w grupę na Facebooku o nazwie November, Novembetter, Novembest, i od tej grupy wszystko się zaczęło. Wszystko, czyli pisanie bloga.

To be honest, at that moment I didn’t think about having a blog. Actually I didn’t think about writing texts for people. I just wanted to invite other people to this challenge and share the positive energy with them. The problem was with Facebook because it didn’t let me create a monthly event, the only possibility was for two weeks so I was somehow forced to create a public group. Well, the challenge was over but the group still existed and I felt like I didn’t want to stop. And so after some time I changed the name of the group to more accurate one. This how PosiTVty was created.

Przyznam szczerze, że w tamtym momencie w ogóle nie myślałam o prowadzeniu bloga. W ogóle nie myślałam o pisaniu. Po prostu do wyzwania, które zaproponowałam mojej przyjaciółce, chciałam zaprosić też innych, żeby rozprzestrzeniać pozytywną energię w listopadzie. Tylko że Facebook nie przewiduje miesięcznych wydarzeń, więc byłam zmuszona do stworzenia grupy. Wyzwanie się skończyło, a grupa funkcjonowała dalej. Po jakimś czasie zmieniłam jej nazwę na bardziej adekwatną, bo November, Novembetter, Novembest już nie pasowało – tak powstało PosiTVty.

The group was no longer a groupe but a place where I was sharing inspirations, recipes for the best oatmeal and more, I was talking about how it was going in my life and even about some difficult stuff! This group would have been still “my blog” if I hadn’t gone on Erasmus two years ago. As I met English speaking people who have become my friends I wanted to create also for them. I thought that Facebook wasn’t a good place to share the content in two languages so I decided to start a blog – my place that I've been creating for over a year and a half.

Grupa nie była już grupą, a stała się miejscem, w którym dzieliłam się różnymi inspiracjami, przepisami na owsianki i nie tylko, opowiadałam, co tam u mnie słychać, a nawet pisałam o rzeczach poważnych i trudnych. Ta grupa funkcjonowałaby pewnie do dziś, gdyby nie to, że wyjechałam na Erasmusa. Mając nowych znajomych i przyjaciół z innych krajów, postanowiłam tworzyć też dla nich. Doszłam do wniosku, że Facebook to nie jest najlepsze miejsce na pisanie w dwóch językach, dlatego zaczęłam prowadzić bloga – przestrzeń, którą tworzę już półtora roku.

I have already told you this story with more details and I think it was one of the very first posts in here. Today I go back to those moments because I still can’t believe it started three years ago. You know how it is – you start with a very small step and then, after some time, it becomes a huge thing that is much more than you expected. If somebody had told me three years ago that I would start a blog and I would share some content almost every week, I would have said “ha, you’re kidding me”.

Całą tę historię opisałam już kiedyś dokładniej, ze szczegółami, i był to jeden z pierwszych postów tutaj. Dziś do niej wracam, bo nadal nie mogę uwierzyć, od czego to wszystko się zaczęło. Wiecie, jak to jest – zaczynacie od drobnej rzeczy, która później przeradza się w coś znacznie większego, co przerasta wasze najśmielsze oczekiwania. Gdyby ktoś mi powiedział te trzy lata temu, że będę mieć bloga, małą społeczność, dla której tworzę, i że będę tworzyć regularnie, to pewnie bym mu nie uwierzyła.

Today’s blog post is my expression of being grateful to you and to myself. I really would like to say thank you for being with me and creating this place. And thank you for being with me for such a long time! And I’m grateful to myself for being determined. So this day is for being grateful for no matter what you do! You’ll feel the warmness in your heart and you’ll smile until the end of the day, promise!

Dzisiejszy post jest wyrazem wdzięczności dla was i dla mnie samej. Dziękuję wam za to, że jesteście i że tworzycie to miejsce razem ze mną. I dziękuję za cały czas, który wspólnie przeżyliśmy od samego początku! Jestem ciekawa, czy są tutaj osoby, które pamiętają jeszcze czasy grupy na Facebooku. A sobie samej jestem wdzięczna za wytrwałość i determinację. Też wyraźcie dziś swoją wdzięczność i podziękujcie sobie za wszystkie małe i duże rzeczy! Ciepełko w sercu i uśmiech na twarzy do końca dnia gwarantowane.

with love
Basia

How it all started? *throwback to the beginning*

Saturday, October 30, 2021

© Primineers. Design by FCD.