Saturday, March 29, 2025

I love spring!


I love spring! I think I can surely say that it's my favorite season of the year. I love watching nature waking up after a winter's sleep. I love watching the view outside my window change from day to day. Well, I just love noticing all the little signs that make that lovely thought pop into my head that spring has finally come!


Kocham wiosnę! Chyba mogę śmiało powiedzieć, że to moja ulubiona pora roku. Uwielbiam oglądać budzącą się przyrodę po zimowym śnie. Uwielbiam obserwować, jak widok za oknem się zmienia z dnia na dzień. No po prostu kocham dostrzegać te wszystkie drobne znaki, które sprawiają, że w mojej głowie pojawia się ta wyjątkowa myśl, że przyszła wiosna!


For me, spring is a moment of awakening – well, I may not fall into winter sleep, but I can see from myself that my energy levels are smaller in winter than in spring or summer. That's why when I see the first signs of spring, I immediately feel that I want to do more - go out, meet with friends, take a walk... and of course, clean up! In Polish, we have a saying that can be translated to “spring cleaning” and I think that every kid has a memory of their parents saying that they have to clean, because it’s spring cleaning :p


Dla mnie wiosna jest momentem przebudzenia – może nie zapadam w sen zimowy, ale widzę po sobie, że mój zapas energii jest mniejszy zimą niż wiosną czy latem. Dlatego gdy widzę pierwsze oznaki wiosny, od razu czuję, że mi się więcej chce – wychodzić, spotykać ze znajomymi, spacerować… no i oczywiście sprzątać! W końcu nie bez powodu mówimy WIOSENNE porządki :p


Spring is a good time to start fresh. Just as at the beginning of the year we make new year’s resolutions and set goals, because after all, New Year = New Me, in spring it is worth to do a short evaluation of these goals and resolutions. Maybe something should be changed, transformed, done differently? Or maybe it is worth to start something new, different? Spring cleaning does not have to be only in the apartment - you can also do it inside you ;).


Wiosna jest dobrym momentem na nowe. Tak jak na początku roku postanawiamy sobie różne rzeczy i ustalamy cele, bo przecież Nowy Rok = Nowa Ja, tak na wiosnę warto zrobić krótką ewaluację tych celów i postanowień. Może coś warto zmienić, przekształcić, robić inaczej? Albo zacząć coś nowego, innego, kolejnego? Wiosenne porządki wcale nie muszą być tylko w mieszkaniu – można je zrobić również w swoim wnętrzu ;)


I decided to toss you previous posts with a similar theme – why not revisit them and get even more inspired! And let me know what you like best this time of year?

Postanowiłam sobie, że będę Wam podrzucać poprzednie posty o podobnej tematyce – może warto do nich wrócić i się dalej poinspirować! A wy dajcie mi konieczne znać, co najbardziej lubicie w tej porze roku?

Poststo revisit :) / Posty do poinspirowania się ;)
Cleansing and refreshing for spring

with love
Basia

Saturday, March 15, 2025

The struggle of moving out from your hometown






Today briefly and to the point. As you will soon see for yourself, the topic is important and not easy, which stresses me a little, but I concluded that it is necessary to talk about such things as well. Well, I have been living abroad for almost a year, and even before that, for almost two years, I lived outside my hometown. What do these two moments in my life have in common? Returning to my hometown for the weekend and sprinting to meet everyone. Did I succeed? Not really.

Dzisiaj krótko i na temat. Jak zaraz sami zobaczycie, temat dość ważny i niełatwy, co trochę mnie stresuje, ale doszłam do wniosku, że i o takich rzeczach trzeba rozmawiać. Otóż od prawie roku mieszkam za granicą, a jeszcze wcześniej, przez prawie dwa lata, mieszkałam poza rodzinnym miastem. Co łączy te dwa momenty w moim życiu? Powroty na weekend do rodzinnego miasta i sprint, żeby spotkać się ze wszystkimi. Czy mi się udawało? Nie.


And here is the problem: I always told myself that, after all, one weekend, two days, is quite a lot of time. But I was forgetting about the time I had to spend on the trip itself—to go and to go back—so out of these two days, I had, let's say, one and a half. This is not an incredibly large amount of time, especially when the obligatory point is to visit my grandmothers.

I w tym tkwi pewien problem – zawsze sobie mówiłam, że przecież jeden weekend, dwa dni, to całkiem sporo czasu. Ale zapominałam o czasie, który muszę poświęcić na sam dojazd, jak i później powrót do mojego aktualnego mieszkania – więc z tych dwóch dni robiło się takie, powiedzmy, półtora. Nie jest to niesamowicie duża ilość czasu, zwłaszcza gdy punktem obowiązkowym jest odwidzenie babć.

There were several times when I “packed” three meetings in a day, which eventually ended with the words “sorry, but I already have to go to another meeting” and fatigue, because after all, I was spending the whole day out. Plus, there is the guilt that I didn't spend enough time with this friend, and with this friend I didn't have time to meet at all.

Kilka razy zdarzyło mi się „upchnąć” trzy spotkania w ciągu dnia, co ostatecznie kończyło się słowami „przepraszam, ale muszę już iść na kolejne spotkanie” i zmęczeniem, bo przecież cały dzień poza domem. Plus do tego dochodzi poczucie winy, że tej przyjaciółce nie poświęciłam wystarczająco dużo czasu, a z tą koleżanką w ogóle nie miałam czasu się spotkać.


After a few such exhausting weekends, I came to the conclusion that it's pointless, and however it sounds - I have to choose who I want to meet with. I don't like this tactic, because you can always accuse of “favoring people,” but when you only have those two days, it's hard to make time for everyone.

Po kilku takich wyczerpujących weekendach doszłam do wniosku, że to bez sensu, i jakkolwiek to nie zabrzmi – muszę wybierać z kim chcę się spotkać. Nie podoba mi się ta taktyka, bo zawsze można zarzucić „faworyzowanie osób”, ale gdy ma się tylko te dwa dni, to ciężko jest każdemu poświęcić czas.

Now that I live abroad, my situation is a little more complicated. I don't come as often, so it's even more difficult to see all my friends. Nevertheless, I try to see as many people as possible—my grandmothers are an invariable, constant highlight—but I don't always succeed.

Teraz, gdy mieszkam za granicą, sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana, bo nie przyjeżdżam tak często, więc tym bardziej trudno jest „oblecieć” wszystkich znajomych. Mimo wszystko staram się zobaczyć jak najwięcej osób – moje babcie to niezmienny, stały punkt programu – ale nie zawsze się udaje.


I end today's post with a small appeal, but also a question. The appeal is to all those whose friends have left the hometown - all sorts of words/phrases “it's a pity you came for such a short time” or “it's a pity you have to go now” are not the best message and often create guilt (or at least that's how it works for me). A better option would be to say “thank you for finding the time! I'm glad we could meet”. Don't take this the wrong way - it's not a criticism, just a suggestion that it can be expressed differently.

And for those in the same situation, here is the question: what is your strategy for such short visits to your hometown? I'm curious how you guys organize your time!

Dzisiejszy post kończę małym apelem, ale i pytaniem. Apel jest do tych wszystkich, których przyjaciele wyjechali za granicę – wszelkiego rodzaju słowa/zdania „szkoda, że przyjechałaś/łeś na tak krótko” albo „szkoda, że już musisz iść” nie są najlepszym komunikatem i często wywołują poczucie winy (a przynajmniej tak to działa u mnie). Lepszym wyjściem byłoby powiedzieć „dziękuję, ze znalazłaś/łeś czas! Cieszę się, że mogliśmy się spotkać”. Nie odbierzcie tego źle – to nie krytyka, tylko sugestia, że można to wyrazić inaczej.

A pytanie mam do tych, co są w tej samej sytuacji – jaką wy macie strategię na takie krótkie przyjazdy do rodzinnego miasta? Jestem ciekawa, jak wy sobie organizujecie czas!

with love
Basia

Saturday, March 1, 2025

A one-day ski trip!


I don't know if you know this, but Vienna is very conveniently located on the map, I mean from a geographic point of view – from here you can get to many interesting destinations, both in Austria itself and abroad, in a relatively short time. One such destination is the ski stations, which are located an hour and a half from Vienna, which is close enough to make a one-day ski trip! And this is what we did with Vivien on the last weekend of February.

Nie wiem, czy o tym wiecie, ale Wiedeń ma to do siebie, że jest bardzo fajnie usytuowana na mapie – stąd można dojechać w wiele ciekawych miejsc, zarówno w samej Austrii, jak i za granicą, w relatywnie krótkim czasie. Jedną z takich destynacji są stacje narciarskie, które znajdują się półtorej godziny od Wiednia – jest to na tyle blisko, że można zrobić jednodniowy wypad na narty! I właśnie taki jednodniowy wypad zorganizowaliśmy sobie ze znajomymi Viviena w przedostatni tydzień lutego.


It was a great return to skiing for me - the last time I skied was 10 years ago, when I was 15, haha! I was a little afraid if I still knew how to ski, but when I first skied down the slope, it felt like if the last time I skied, was a week earlier. As my Mom says 'it's like riding a bike, the body just remembers, no matter how long you've been not doing it'!

Dla mnie to był wielki powrót do nart – ostatni raz jeździłam na nartach 10 lat temu, kiedy miałam 15 lat, haha! Trochę się bałam, czy ja nadal umiem jeździć na nartach, ale powiem szczerze, że jak pierwszy raz zjechałam po stoku na dół, to czułam się tak, jakbym ostatni raz na nartach była tydzień wcześniej. Jak to moja Mama mówi „to jak jazda na rowerze, ciało po prostu pamięta, niezależnie od tego, ile czasu się tego nie robiło’!


This trip was a lot of fun, and only reinforced my belief that what used to bring us great joy, at 99% still does. If you've ever had a passion, a favorite activity (not necessarily sports), and for some reason you stopped doing it and haven't returned to that activity until now - try it again! I'm sure you will feel that joy you felt when you were a kid. I have so with skiing and with contemporary dance, to which I returned after 5 years of not dancing. Of course, it may not be the same level as before, but the fun is still the same!

So what, do you already have an idea of what you want to return to? Let us know in the comments! :)
 
Ten wyjazd sprawił mi ogromną frajdę i tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że to, co kiedyś sprawiało nam dużą radość, na 99% nadal to robi. Jeśli kiedykolwiek mieliście jakąś pasję, ulubioną aktywność (niekoniecznie sportową), i z jakiegoś powodu ją przerwaliście i do tej pory nie wróciliście do tej aktywności – spróbujcie jej na nowo! Jestem pewna, że poczujecie tą radość, którą czuliście za dzieciaka. Ja tak mam z nartami i z tańcem współczesnym , do którego wróciłam po 5 latach nietańczenia. Wiadomo, może to nie jest ten sam poziom, co kiedyś, ale frajda nadal taka sama!

To co, macie już pomysł, do czego chcecie wrócić? Dajcie znać w komentarzu! :)

with love
Basia

Saturday, February 15, 2025

Something went wrong (and needs to be changed)

When I created my blog five years ago (FIVE YEARS AGO!!!!), I had one thought: I am creating MY blog, MY space on the Internet, MY place to share what I want. Okay, it's several thoughts, but they have one thing in common - that this is something MINE. This huge excitement was then followed by a huge wave of motivation to write, a lot of sources of inspiration, and infinite ideas for topics, the number of which increased daily. Now and then I would get an idea for another post, another series, or another category on the blog. And so it went smoothly and with ease, without too much thinking.

Kiedy pięć lat temu (Pięć lat temu!!!!) utworzyłam swojego bloga, miałam w głowie jedną myśl – tworzę MOJEGO bloga, MOJĄ przestrzeń w internecie, MOJE miejsce dzielenia się MOIMI przemyśleniami. Dobra, jest to kilka myśli, ale łączy je jedna rzecz – że jest to coś MOJEGO. Za tym szła ogromna motywacja do pisania, nieskończona wena i milion tematów, których ilość zwiększała się z każdym dniem. Co chwilę wpadał mi do głowy pomysł na kolejny post, kolejną serię, kolejną kategorię na blogu. I tak to szło gładko, jak po maśle, bez zbędnego główkowania.
 
And then came the first obstacle - the pressure that it had to be on time, 10:00 a.m. on Saturday, with super photos, prepared Instagram story, everything on tiptop. Then someone stopped me and said, “hey, you are the one creating this blog, it is for you, not you for it”. The pressure started to melt away, and I started telling myself that it doesn't have to be an i-d-e-a-l blog, it's just supposed to be mine.

A potem pojawił się pierwszy kryzys twórczy – presja, że musi być na czas, punkt 10:00 w sobotę, z super zdjęciami tematycznymi, gotowa relacja na Instagram, wszystko na tiptop. Wtedy ktoś mnie zatrzymał i powiedział „stop, to ty tworzysz tego bloga, on jest dla ciebie, nie ty dla niego”. Presja zaczęła topnieć, a ja zaczęłam sobie mówić, że to nie musi być i-d-e-a-l-n-y blog, on ma być po prostu mój.

Three years ago (three years ago!!!) I started the podcast, and here again, there was a huge change, because I realized that a podcast every week and a blog every week was far too much, but even with my system “once there is a blog post and once there is a podcast episode” it is already a lot of work and content to prepare. At first, it was going very well, I had episodes a month ahead, sometimes even two months (!), and the blog somehow wrote itself - and everything was perfect until I moved to Vienna and started working full-time.

Trzy lata temu (trzy lata temu!!!) pojawił się podcast i tutaj znowu nastąpił przełom, bo stwierdziłam, że podcast co tydzień i blog co tydzień to zdecydowanie za dużo, ale nawet z regułą, że raz jest post na blogu, a raz odcinek podcastu, już jest dużo pracy. Początkowo szło mi bardzo dobrze, miałam odcinki na miesiąc do przodu, czasem nawet dwa miesiące (!), a blog jakoś pisał się sam – i wszystko było cacy, aż do momentu wyprowadzki do Wiednia i rozpoczęcia pracy na etat.
 
And here we come to the main point of today's post - I put so much pressure on myself that I had to find a way to write a post or record an episode despite the lack of time to create. On the one hand, I was saying to myself “I'm letting go, I have nothing interesting to say, I have nothing prepared, I don't have time, I don't have strength, I have something more interesting to do”, and on the other hand I had in my head “I have to find a way, it's just a matter of discipline and making a habit, so stop making excuses and sit down and do what you have to do”.

I tutaj przechodzimy do sedna dzisiejszego posta – nałożyłam na siebie przymus, że muszę znaleźć sposób na to, żeby publikować mimo zdecydowanie mniejszej ilości czasu na tworzenie. Z jednej strony mówiłam sobie „odpuszczam, nie mam nic ciekawego do powiedzenia, nie mam nic przygotowane, nie mam czasu, nie mam siły, mam coś ciekawszego do roboty”, a z drugiej miałam w głowie „jak to tak, muszę znaleźć jakiś sposób, to tylko kwestia dyscypliny i wprowadzenia nawyku, że w jakiś dzień o jakiejś porze tworzę i koniec”.

One day I decided to talk to Vivien about it - that on the one hand, I have been doing this for five years, I have this blog and podcast and I create, but on the other hand, I can't find the time, I don't have so many ideas as before and I don't have the energy to create. And then he asked me this important question that gave me food for thought - “Does this make you happy? Does creating this blog and podcast make you happy?”. Surprisingly, the answer didn't come automatically, as I assumed it would.

Któregoś dnia postanowiłam porozmawiać o tym z Vivienem – że z jednej strony od pięciu lat to robię, mam tego bloga i podcast i tworzę, a z drugiej nie umiem znaleźć czasu, nie mam pomysłów, nie mam weny. I wtedy on zadał mi to ważne pytanie, które dało mi do myślenia – „czy to sprawia Ci radość? Czy tworzenie tego bloga i podcastu sprawia, że jesteś szczęśliwa?”. O dziwo odpowiedź nie pojawiła się automatycznie, jak zakładałam.
 
The answer is - I don't know. I wish it still brought me joy, but I think I lost it along the way during these last few months. I've gone back to the first obstacle again - the pressure that I have to create, thereby taking away what this blog was made of - the joy of writing, the joy of telling stories, the joy of sharing what's mine.

Odpowiedź brzmi – nie wiem. Chciałabym, żeby to nadal sprawiało mi radość, ale chyba zgubiłam ją po drodze podczas tych kilku ostatnich miesięcy. Wróciłam z powrotem do kryzysu twórczego sprzed ilku lat – presji, że muszę tworzyć, tym samym zabierając sobie to, z czego powstał ten blog – radość z pisania, radość z opowiadania, radość z dzielenia się tym, co moje.
 
I want to regain that joy. I want to create again out of passion, not pressure. I want this project to start exciting me again, to be for me, not me for it. I make a serious promise that I will continue to create, more or less regularly, with an emphasis on doing so without pressure. Maybe without some big thoughts or wise messages or valuable advice, but always authentically, as time and my strength will allow me.

Chcę odzyskać tą radość, chcę na nowo tworzyć z pasji, a nie z presji, chcę, żeby ten projekt na nowo zaczął mnie ekscytować, być dla mnie, a nie ja dla niego. Uroczyście postanawiam, że będę nadal tworzyć, mniej lub bardziej regularnie, z naciskiem na to, żeby było bez presji, może bez jakiejś większej myśli, czy mądrego przesłania, albo cennej rady, ale zawsze autentycznie, tak jak mi czas i moje siły pozwolą.
 
Ściskam,
with love,
Basia

Saturday, January 18, 2025

Routines change


Last year, after moving out to Vienna, my wonderfully developed routines began to change. At first I didn't like it at all, but despite this feeling I couldn't find even a pinch of motivation to put myself back into my old habits. After a while, I stopped criticizing myself so much for no longer writing in my diary or for no longer doing yoga as often as before, and I began to see the reason why these routines had changed.

W zeszłym roku, po przeprowadzce do Wiednia, moje wspaniale wypracowane rutyny zaczęły ulegać zmianie. Początkowo w ogóle mi się to nie podobało, ale mimo tego niezadowolenia nie znajdowałam nawet okruszka motywacji, żeby ponownie wrócić do starych nawyków. Po pewnym czasie przestałam się tak biczować, że już nie piszę w moim pamiętniku albo że już nie uprawiam jogi tak często jak wcześniej, i zaczęłam dostrzegać powód, dlaczego te rutyny uległy zmianie.


Before coming to Vienna, I lived alone and had to fill my time somehow. My morning and evening habits - ten minutes of yoga, meditation, breakfast at home, and stretching and writing in my diary in the evening - were great for living-alone-me. And also, at that time, creating content for the blog and for the podcast was really easy for me. Now it's completely different.

Przed przeprowadzką mieszkałam sama i musiałam jakoś zapełnić czas. Świetnie mi w tym pomagały moje poranne i wieczorne nawyki – dziesięć minut jogi, medytacja, śniadanie w domu, a wieczorem rozciąganie i pisanie w pamiętniku. Do tego dochodziło tworzenie treści na bloga i do podcastu, co wtedy przychodziło mi z dużą łatwością. Teraz jest zupełnie inaczej.


Now I don't live alone. I live with someone with whom I share time and space, with whom I have built various habits together, that I didn’t notice for a long time, and which have settled into our daily life for good. Also the truth is that I have neglected my old habits because of false thinking - that by living together, we must do everything together, but even in living together and sharing the life there is always some room for just me.

Teraz nie mieszkam sama. Mieszkam z kimś, z kim dzielę czas i przestrzeń, z kim wspólnie wybudowałam różne nawyki, których przez dłuższy czas nie widziałam, a które na dobre zadomowiły się w naszej codzienności. Prawda jest też taka, że zaniedbałam swoje dawne nawyki przez błędne myślenie – że mieszkając razem, wszystko robimy razem, a przecież nawet we wspólnym mieszkaniu i życiu jest trochę miejsca dla mnie samej.


So this year I decided to work on new habits that I realistically have the time and desire to do. I have two main categories - physical activity and online creativity. I really want to develop a solid routine that will allow me to create content regularly and get in better form. I know that watching videos on how to create new habits over and over again will not create those habits, and I need action, but I'm giving myself time and starting slowly, without inflating the bar.

And how are your routines? Are they still the same, or have they changed over time? Let me know what it looks like for you!

Dlatego w tym roku postanowiłam popracować nad nowymi nawykami, na które realnie mam czas i chęć. Mam dwie główne kategorie – aktywność fizyczna i twórczość internetowa. Zależy mi na wypracowaniu solidnych rutyn, które pozwolą mi na regularne tworzenie treści i na poprawienie kondycji. Wiem, że oglądanie w kółko filmików o tym, jak stworzyć nowe nawyki tych nawyków nie stworzy i potrzebuję działania, ale daję sobie czas i zaczynam powoli, bez zawyżania poprzeczki.

A jak tam wasze rutyny? Czy nadal są takie same, czy może uległy zmianie na przestrzeni ostatniego czasu? Dajcie znać, jak to u was wygląda!

with love
Basia

PS Lovely photos from a beautiful walk in the park last year :) // Te piękne zdjęcia zostały zrobione podczas cudownego spaceru w pewien listopadowy dzień w zeszłym roku :)

Saturday, January 4, 2025

Welcome to 2025!


I think I write this every single time, but I'll repeat it again and again - each year goes by faster and faster, and I have a constant feeling that this is like a fast run for one hundred meters instead of a marathon for forty-two kilometers... Well, maybe I'm exaggerating? Maybe it depends on the periods of the year... Nevertheless, time is flying like crazy and I can feel it more and more.
 
Chyba piszę to za każdym razem, ale będę się powtarzać bez skrupułów – każdy rok mija mi coraz szybciej i mam nieodparte wrażenie, że to jest ewidentny sprint na sto metrów, a nie maraton na czterdzieści dwa kilometry… Chociaż może trochę przesadzam? Niemniej jednak czas leci jak szalony i czuję to coraz bardziej.


Last year I was more or less familiar with my own plans and knew what awaited me, but this year I'm not quite sure what will happen. At least one thing won"t change - I will be flying between Austria and Poland, with small breaks for flights to France. It's possible that one big trip will be planned in the seconed part of the year, but as nothing is certain or set for now, I won't reveal anything until everything is clear. I also expect that this year will be filled with weekends with friends dropping by to visit Vienna. I really enjoy such weekends, because that's when I turn back into a tourist who rediscovers her city.

Tak jak w zeszłym roku byłam mniej więcej obeznana we własnych planach i wiedziałam co mnie czeka, tak w tym nie jestem do końca pewna, co się wydarzy. Niezmiennie będę latać między Austrią a Polską z małymi przerwami na loty do Francji. Możliwe, że czeka mnie jedna wielka podróż, ale jako że nic nie jest w tej kwestii pewne ani ustalone, to na razie nic nie zdradzę. Spodziewam się też, że ten rok będzie również usiany weekendami ze znajomymi, którzy będą wpadać do Wiednia w odwiedziny. Bardzo lubię takie weekendy, bo właśnie wtedy zamieniam się z powrotem w turystkę, która na nowo odkrywa swoje miasto.


This year is sure to be full of more and more work experiences, and of course, full of German language experiences! After seven months of active study, I feel I can already say a lot and understand quite a bit, but it's still not the level I need at work. My inner critic also comes into play, but I'll tell you more about that in the coming post.

Ten rok na pewno będzie obfitował w coraz to nowsze doświadczenia związane z pracą, a co za tym idzie – w doświadczenia związane z językiem niemieckim! Po siedmiu miesiącach aktywnej nauki czuję, że mogę już dużo powiedzieć i całkiem sporo zrozumieć, ale to nadal nie jest poziom, którego potrzebuję w pracy. W grę wchodzi również mój wewnętrzny krytyk, ale o tym opowiem wam w kolejnym poście.




What else? Time will tell! I'm leaving myself some slack for surprises, spontaneous outings, maybe trying new things too? I don't know for now, but as time goes on I'll find out! :) And how are your plans for the new year? Do you already have something specific written in the calendar? Or are you just flowing with the times and leaving yourself room for spontaneity? Let me know in the comments!

Co jeszcze mnie czeka? Czas pokaże! Zostawiam sobie trochę luzu na niespodzianki, spontaniczne wypady, może też próbowanie nowych rzeczy? Sama nie wiem, ale w miarę upływu czasu się dowiem! :) A jak Wasze plany na nowy rok? Macie już coś konkretnego zapisanego w kalendarzu? Czy póki co płyniecie z czasem i zostawianie sobie miejsce na spontaniczność? Dajcie znać w komentarzu!

Lovely photos from my quick trip to Paris :) // Dzisiejsze zdjęcia z małej wizyty w Paryżu :)

with love
Basia


Saturday, December 21, 2024

Christmas time


Polska wersja poniżej :)

Today’s blog post gonna be short and to the point. Christmas is approaching, which for me is a time full of warmth and peace. Although, given the pre-Christmas preparations and the crazyness we all get into, this peace does not come so easily at all. Nevertheless, once everyone sits down at the table for Christmas Eve dinner, that peace comes much easier.

This end of the year always goes by very quickly for me, and before I know it it's Christmas, immediately followed by New Year's Eve and the New Year. Like a whirlwind! But I would very much like to just slow down this year. To taste, feel and admire it all so fully.

And this is what I wish for you - such a slow down. No matter what situation you are in, I wish you to slow down and savor every moment, so that this Christmas will pass slowly.

And by the way - thank you very much for another year on the blog! 2024 hasn't been very regular, at times even had a lot of downtime, but I hope this hasn't discouraged you from looking into this corner of the Internet from time to time. My new year's resolution is to be regular and prepare some content in advance and I'm going to try very hard to keep it up.

All the best and happy holidays!


Dzisiaj krótko i na temat. Zbliżają się Święta, które dla mnie są czasem pełnym ciepła i oddechu. Chociaż biorąc pod uwagę przedświąteczne przygotowania i szał w jaki się wpada, ten oddech wcale nie przychodzi tak łatwo. Niemniej jednak, kiedy już wszyscy usiądą przy stole do wigilijnej kolacji, ten oddech przychodzi zdecydowanie łatwiej.

Ta końcówka roku zawsze mija mi bardzo szybko i zanim się obejrzę to już są święta, zaraz potem sylwester i nowy rok. Jak z bicza strzelił! Ale chciałabym bardzo w tym roku się zatrzymać i zatrzymać trochę ten czas. Żeby to wszystko tak w pełni posmakować, poczuć i podziwiać.

I tego właśnie wam życzę — takiego zatrzymania. Niezależnie od sytuacji, w której się znajdujecie, życzę wam zatrzymania i smakowania każdej chwili, żeby te święta przeszły powoli.

I przy okazji — bardzo dziękuję za kolejny rok na blogu! 2024 nie był za bardzo regularny, momentami wręcz miał duże przestoje, ale mam nadzieję, że to nie zniechęciło was do zaglądania od czasu do czasu do tego zakątka Internetu. Moim nowym postanowieniem noworocznym jest regularność i przygotowywanie treści na zapas, i zamierzam bardzo się starać, żeby tego dotrzymać.

Wszystkiego dobrego i wesołych świąt!

with love
Basia

Saturday, November 23, 2024

Mixed feelings about learning a new language


In June I started learning a new language - German. This was due to the fact that from July I was to start working in a company where everything is in this language. Literally everything - meetings, emails, systems, internal documents, etc. It was a big jump into the deep ocean, and during those few months I managed to be excited and devastated a couple of times simultaneously about learning German. I realized that there are two aspects in learning a language, one more positive and the other a little less so.

W czerwcu zaczęłam się uczyć nowego języka – języka niemieckiego. Wynikało to z faktu, że od lipca miałam zacząć pracować w firmie, w której wszystko dzieje się w tym języku. Dosłownie wszystko – spotkania, maile, systemy, dokumenty wewnętrzne itd. To był duży skok na głęboką wodę i w ciągu tych paru miesięcy zdążyłam już parę razy być zachwycona i zdruzgotana równocześnie z powodu nauki niemieckiego. Doszłam do wniosku, że w nauce języka są dwa aspekty, jeden bardziej pozytywny, a drugi trochę mniej.


On the one hand, I'm in the best position one can be in learning a language - I go to German classes twice a week, and I'm surrounded by the language on a daily basis at work. At this point, even if I didn't want to learn at all, I am absorbing the language unconsciously. I have in my head a lot of sayings from my colleagues at work, which I have “not on purpose” stored in my memory.

Z jednej strony jestem w najlepszej sytuacji, jaką można mieć ucząc się języka – chodzę na zajęcia z niemieckiego dwa razy w tygodniu, a na co dzień jestem otoczona tym językiem w pracy. W tym momencie, nawet jeśli bym nie chciała się uczyć w ogóle, chłonę ten język nieświadomie. Mam głowie masę powiedzonek wypowiadanych przez moich kolegów z pracy, które mimowolnie zapisały mi się w pamięci.


On the other hand, I jumped into German at a high level having really small basics in this language, which led to situations where I felt excluded from conversations because I didn't understand anything and couldn't answer anything either. Although none of my colleagues at work have such intentions, not being able to participate in a conversation during lunch or a meeting is overwhelming. In general, the very fact of staying in constant focus is very tiring.

Z drugiej strony wskoczyłam w niemiecki na wysokim poziomie mając niewielką podstawę w tym języku, co doprowadziło do sytuacji, w których czułam się wykluczona z rozmowy, bo nic nie rozumiałam i też nic nie potrafiłam odpowiedzieć. Mimo że nikt z moich kolegów w pracy nie ma takich intencji, to jednak brak możliwości uczestniczenia w rozmowie podczas lunchu czy spotkania jest przytłaczający. W ogóle sam fakt pozostawania w ciągłym skupieniu jest bardzo męczący.


On the another hand, German is my fourth language and the fact that I have the other three helps me a lot in learning - more than once I happened to understand something because there is something similar in Polish, English or French. By the way, learning a foreign language is the best way to keep good mental health and agility, and I know that if it weren't for work I wouldn't be so motivated to learn.

Z trzeciej strony niemiecki jest moim czwartym językiem i fakt posiadania trzech pozostałych bardzo pomaga mi w nauce – nie raz zdarzyło mi się zrozumieć coś, bo w polskim, angielskim albo francuskim jest coś podobnego. Swoją drogą, nauka języka obcego to najlepszy sposób na ćwiczenie sprawności umysłowej i wiem, że gdyby nie praca to nie miałabym takiej motywacji do nauki.


However, on the “fourth” hand, I sometimes feel that people don't realize what I already know how to say and what I don't yet. And then there are situations where someone speaks to me in German, and I focus to the max to understand half of it, and take the other half out of context. And then it turns out that there was some small detail that I didn't understand, which was important, so I shouldn't nod my head that I understand... well, it's complicated.

Jednak z czwartej strony czasem mam wrażenie, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego co umiem już powiedzieć, a czego jeszcze nie. I potem zdarzają się sytuacje, w których ktoś do mnie mówi po niemiecku, a ja skupiam się na maksa, żeby zrozumieć połowę, a drugą połowę wyciągam z kontekstu. A potem okazuje się, że był jakiś mały szczegół, którego nie zrozumiałam, a który był ważny, więc nie powinnam potakiwać głową, że rozumiem… no cóż, to skomplikowane.


With languages it’s not that easy. There are days when everything goes like clockwork, I speak a lot and understand a lot, and then there are days when I don't understand the simplest sentence and search for words for five minutes to get something out from my mouth. Nevertheless, it is an interesting and motivating challenge. We'll see how it goes for me next. Let me know, how are you with languages! Is it more love or hate relationship?

Z językami jest po prostu różnie. Są dni, kiedy wszystko idzie jak po maśle, mówię dużo i rozumiem dużo, a potem są dni, kiedy nie rozumiem najprostszego zdania i szukam słów przez pięć minut, żeby coś z siebie wydukać. Niemniej jednak, jest to ciekawe i motywujące wyzwanie. Zobaczymy, jak mi będzie szło dalej. A jak u was jest z językami? Dajcie koniecznie znać!

with love
Basia

Sunday, November 3, 2024

October in Vienna


October in Vienna is very charming. Since I've been living here, I've definitely had more time to explore each season in this city. This month has been unexpectedly warm and sunny, which encouraged us to go out for walks, spend time outdoors, or choose tables in café gardens instead of taking a table inside. And while outside, I admired the color change of the leaves on the trees - this is one of my favorite times of the year, and I never stop being impressed by how nature changes.

Październik w Wiedniu jest bardzo urokliwy. Odkąd tutaj mieszkam mam zdecydowanie więcej czasu na odkrywanie każdej pory roku w tym mieście. Ten miesiąc był wyjątkowo ciepły i słoneczny, co zachęcało nas do wychodzenia na spacery, spędzania czasu na świeżym powietrzu, czy też wybierania stolików w kawiarnianych ogródkach, zamiast w ich środku. A będąc na dworze, podziwiałam zmieniające się kolory liści na drzewach – jest to jeden z moich ulubionych momentów w roku i nigdy nie przestaję się zachwycać tym, jak natura się zmienia.


Talking about more everyday life things, for the first time October was not the start of the academic year for me. To be honest, after graduating in June, I completely forgot about studies and didn't even realize that I usually went back to university this month. This year, instead of going back to uni, I went back to dancing - after a 5-year break, I went to contemporary dance class! Well, I still lack regularity, but I'm slowly getting back to it.

Z takich bardziej życiowych rzeczy, po raz pierwszy październik nie był dla mnie początkiem roku akademickiego. Szczerze powiedziawszy, po skończeniu studiów w czerwcu kompletnie o nich zapomniałam i nawet się nie zorientowałam, że w tym miesiącu zazwyczaj wracałam na uczelnię. W tym roku zamiast wracać na studia, wróciłam na salę taneczną – po 5 latach przerwy poszłam na zajęcia z contemporary dance! Co prawda jeszcze brakuje mi regularności, ale powoli do tego wracam.


Autumn is the time of year when everything slows down and nature prepares for winter sleep. The reason I say this is that, along with nature, my creativity and my inspiration went to sleep. I'm going through some kind of creative crisis - for example, I wrote this post three times, and I completely couldn't figure out what I wanted to write. I don’t know what to do about it, whether to let it live and hope that my creativity will return, or to mobilize my sleepy mind to use its creative powers. So far I haven't come to a sensible solution, so if you have any hints I'd love to hear your advice :)
Anyway, I hope you had a lovely October and that you started you November in a great way!

Jesień to pora roku, w której wszystko zwalnia, a natura przygotowuje się do snu zimowego. Mówię o tym dlatego, że wraz z naturą moja wena i twórczość poszły spać. Zaliczam jakiś kryzys twórczy – dla przykładu ten post pisałam trzy razy i kompletnie nie mogłam dojść do ładu z tym, co chcę napisać. Trochę nie wiem, co z tym zrobić, czy dać temu żyć i liczyć, że moja wena powróci, czy może zmobilizować moje zaspane komórki mózgowe do wysilenia swoich twórczych mocy. Na razie nie doszłam do sensownego rozwiązania, więc jak macie jakieś podpowiedzi to chętnie poznam wasze rady :)
Mam nadzieję, że wasz październik był równie ciekawy i spokojny, i że miło zaczęliście listopad!

with love
Basia

Saturday, October 12, 2024

Do I miss Poland?

The question my two grandmas always ask me, to which I always answer the same thing - no, I don't miss it. For those who don't know, I'll quickly mention that I moved from Poland to Vienna permanently in April 2024. And as I am asked this question every single time when I’m back home, I thought why not to talk about this also here. So, do I miss Poland or not? My answer is still no :p but I'll explain why.

Pytanie, które zadają mi moje obie babcie – czy tęsknisz za Polską? Na które odpowiadam niezmiennie tak samo – nie, nie tęsknię. Dla tych, którzy nie wiedzą, szybko wspomnę, że w kwietniu 2024 roku wyprowadziłam się z Polski do Wiednia na stałe. Opowiedziałam co nie co w podcaście, posłuchać możecie tutaj, ale na blogu jeszcze o tym nie mówiłam. No więc, tęsknię za Polską czy nie? Moja odpowiedź nadal brzmi nie :p ale wyjaśnię wam dlaczego.

First of all, I moved out because I WANTED to move out. And that's the key word. I didn't move out to look for a job or to look for a better-paying position, nor was the reason to escape my problems or to start life over. I left because I wanted to leave so I could live with my boyfriend and finish the long-distance stage.

Po pierwsze wyprowadziłam się, bo CHCIAŁAM się wyprowadzić. I tutaj jest słowo klucz. Nie wyjechałam za pracą, za poszukiwaniem lepiej płatnej posady, powodem nie była też ucieczka od problemów czy też chęć zaczęcia życia na nowo. Wyjechałam, bo chciałam wyjechać, żeby móc zamieszkać z moim chłopakiem i skończyć etap long-distance.

Secondly, the fact that my boyfriend was already here, made my motivation to move out really high, so I didn't really think much about the fact that I was moving out of my home country abroad. Despite the fact that while leaving I left my family and also friends, I was going to a person very close to me, who did everything to make the moving out go smoothly and without sorrows.

Po drugie, fakt, że był tutaj już mój chłopak, że moja motywacja do wyprowadzki była naprawdę spora, więc też nie zastanawiałam się wielce nad faktem, że wyprowadzam się z ojczystego kraju za granicę. Mimo że wyjeżdżając opuściłam moją rodzinę i też znajomych, to jednak jechałam do bardzo bliskiej mi osoby, która zrobiła wszystko, żeby ta przeprowadzka przeszła płynnie i bez smutków.

And the last thing, I went to a country that is actually not that far from Poland! I could buy a ticket like now, go to the airport and be in Warsaw in one hour. It's not a very economical solution :p but it's fast, so I can fly home at any time. The truth is that I feel like I live in another city in Poland, only everything is in German hehe.

I po trzecie, wyjechałam do kraju, który tak naprawdę nie jest daleko od Polski! Mogłabym w tym momencie kupić bilet, jechać na lotnisko i w godzinę przylecieć do Warszawy. Nie jest to bardzo ekonomiczne rozwiązanie :p ale jest szybkie, więc w każdej chwili mogę polecieć do domu. Prawda jest taka, że czuję się jakbym mieszkała w innym mieście w Polsce, tylko wszystko  jest po niemiecku hehe.

Moving abroad doesn't always involve homesickness, which also doesn't mean that home isn't important to us. I like to go to Poland and visit my family, but I'm also happy in Vienna, where I live.
I'm curious, are there people among you who live abroad? How do you feel? Let us know in the comments!

Wyprowadzki za granicę nie zawsze wiążą się z tęsknotą za domem, co też nie oznacza, że dom nie jest dla nas ważny. Lubię jeździć do Polski i odwiedzać rodzinkę, ale jestem też szczęśliwa w Wiedniu, w którym mieszkam.
Jestem ciekawa, czy wśród was są osoby, które mieszkają za granicą? Jak się czujecie? Dajcie znać w komentarzu!

with love
Basia
© Primineers. Design by FCD.